Z mroku do jasności. Historia prawdziwa.

Jak dotrzeć do serca które dawno temu zostało zmienione w lód? Jak zacząć znów kochać bezwarunkowo? Jak pozbyć się nagromadzonych żali, złości, lęku i uraz?  
- Wybaczyć.

- Ale jak mam wybaczyć jeśli to wszystko jest takie okropne, nie można wybaczać takich rzeczy!!!

Okrucieństwo stało się moim drugim ja. Czasem z pozoru może wydawało się że jestem miła, dobra. Oszukiwałam innych i siebie. Krytyka, osądzanie, złość, uraza, poczucie winy.

- Znowu zrobiłaś nie tak jak miałaś zrobić! Znowu tego nie zrobiłaś a przecież cię prosiłam. Wiedziałaś że musisz to zrobić, że od tego zależą ważne sprawy! Znów mnie zawiodłaś! Zasłużyłaś na to by cię ukarać. Zamknę twoje serce przed światłem i będziesz siedzieć w ciemnościach. Nie kocham cię. Nie zasługujesz na miłość. Nie poradzisz sobie.

Ciemność i chłód. Czasem promyki słońca przenikają ale nie pozwalam im za dłużej tu zagościć. Muszę cię ukarać, muszę ci pokazać że źle zrobiłaś! Nie mogę wybaczyć bo się nie nauczysz.

-Ale ja nic złego nie zrobiłam, nie masz racji.

- Zrobiłaś źle. To ja wiem co jest dobre, a co złe. Który człowiek źle czyni, a który dobrze. Tego strącę do piekła a tego wzniosę do nieba. Ja wszystkim będę się zajmowała, będę mieć kontrolę nad wszystkim. Musisz cały czas mieć się na baczności bo ludzie chcą cię skrzywdzić. Wiem co oni myślą o mnie. Znam ich myśli. Pogardzają mną bo nie jestem idealna, taka jak oni. Śmieją się ze mnie za moimi plecami. Osądzają i krytykują wszystko. Musze się przed nimi bronić. Przybiorę twardy wyraz twarzy żeby się mnie bali, wtedy nie podejdą do mnie. Żadnego uśmiechu, bo jeszcze sobie pomyślą że mogą się zbliżyć i mnie zranią. Będę wtedy bezbronna. Muszę udawać że jestem twarda. Żeby się nie wydało że tak bardzo się boję. Nie mogę pokazać słabości, bo zaatakują, nie będę miała wtedy żadnej tarczy ochronnej. Najlepiej w ogóle zacznę ich unikać, ludzie są niedobrzy. Zamknę się w bezpiecznym miejscu. Odepchnę wszystkich ludzi od siebie. Przestanę odbierać telefony, odpowiadać na pytania. Żeby tylko nikt mnie nie skrzywdził, bo już nie mam siły się bronić.

 

Stopniowo odcinałam się od „złego świata”. Wszystko zaczęło się walić. Plany jeśli jakiekolwiek były, upadały jeden za drugim. Zamknięta w czterech ścianach zrozumiałam że to nie świat jest zły, tylko we mnie zaczęła toczyć się choroba zwana wybujałym ego podszytym strachem. Powoli przez lata toczyła bitwę z moim sercem, z miłością. Zawsze gdy stawiałam ego na pierwszym miejscu, miłość przegrywała a wraz z nią do serca wkradała się ciemność i smutek, a ego przejmowało kontrolę, niby po to by mnie chronić przed złem, ale nie wiem co było pierwsze zło czy ego. Jakie to były bitwy? Różne. Małe i duże. Na przykład ktoś się ze mną pokłócił, powiedział że nie mam racji, dołożył parę epitetów, wspomnień, emocji i powstała uraza. Jak to przecież ja mam zawsze rację. Od tej pory nie będę cię kochać. Kolejna klapka w sercu zamknięta. Kolejny kamień dorzucony. Ale też bitwy wewnętrzne. Źle się ubierasz, źle wyglądasz, masz złe oceny, nikt cię nie lubi, nieudało ci się tego zrobić, zawiodłaś mnie, wiec nie zasługujesz na miłość. Nie kocham cię. Potem podobne wyrzuty, nie dostałaś się na super studia, inni się lepiej uczą, oblewasz egzaminy, zawsze masz poprawki. Nie masz pracy, masz okropne mieszkanie – to wszystko twoja wina bo nie umiesz nic z tym zrobić. Jesteś leń i nieudacznik. Nie zasługujesz na wybaczenie. A jeśli ja nie zasługuje na wybaczenie to inni też. Jeśli ja źle robie to inni też. Nie zasługujemy na miłość. Jak wewnątrz, tak na zewnątrz.

 

Straszna ciemność panuje w sercu. Złość, uraza, żal, poczucie winy, strach. Do tego doprowadziły rządy wybujałego ego. Straszny smutek i nicość, niechęć do życia, bo podświadomie czuje że bez miłości to życie nie ma sensu. Ale serce tak stwardniałe że nie stać go nawet na to by wiedząc że miłość jest wspaniała, że dla miłości warto żyć, nie chce wybaczyć. Wola życia jest słaba, bo wola życia zależy od miłości. Jeśli chodzi o walkę dobra i zła, miłości i strachu to na myśl przychodzi wspaniale zrealizowana ostatnia część trylogii Władcy Pierścieni. Powrót króla. W niezwykły sposób pokazane jest co strach robi z duszą, jak zniewala, zaślepia. Siły ciemności i siły jasności. Jak natura współgra z tym co dzieje się w sercach ludzi. W trylogii pokazany jest też król któremu do duszy sączy swą truciznę doradca króla, król traci siły i odwagę, popada w letarg. Tak właśnie się czułam jak ten król gdy doradca – moje ego wlewało truciznę w moje serce, popadałam w letarg i niemoc. Oczywiście dorady wydawało się że wie wszystko, umie wszystko. Wie co się wydarzy w przeszłości: „- to na pewno się nie uda;”, wie co inni myślą: „- oni mnie nie lubią”, zna absolutną prawdę: „- zostanę za to potępiona”.

 

Zamiast Miłości – Bogu, oddałam swe życie we władanie ego. Skutki opłakane. Teraz czeka mnie żmudna praca, no może nie mnie ale Boga który jest we mnie. Teraz zaufam Miłości, pozwolę by ona mnie prowadziła. Nie będę niczego z góry zakładać. Przywitam każdy dzień z wdzięcznością, jako dar od Boga, każdego człowieka uznam za Nauczyciela zesłanego przez Boga by nauczył mnie Miłości. Każde wydarzenie za Lekcję Miłości. Cokolwiek się stanie zachowam Miłość w sercu. Miłość ma siłę. Miłość jest we mnie, miłość jest  wszędzie. Stopniowo będę wybaczać. Bo wybaczenie to największa miłość. Miłość-Bóg jest najważniejszy bo to siła która stworzyła wszystko i cały czas stwarza świat przepływając przez nas. Myślę że miłość nie należy do nikogo, nie należy do jednej osoby. Ona jest Bogiem i ten Bóg jest w nas jako Miłość. I chyba tak jest dobrze bo jak jedna komórka może próbować kierować całym organizmem? To ta życiodajna siła która przepływa przez wszystkie komórki jest siłą twórczą i nadzorującą. Ona więcej wie od pojedynczej komórki, jeśli jest wszędzie w tym samym czasie, ma kontakt ze wszystkim. Sprawia że Organizm jest Jednością na głębokim poziomie, choć zewnętrznie bardzo się różni. Wszystkie komórki pracują dla dobra całego organizmu. każdy ma swoje zadanie unikalne. W Organizmie zachodzą różne procesy, nic nie jest trwałe ale najważniejsze, wieczne jest ta siła którą zwie się Miłością – Bogiem. Wszystko kiedyś przemija ale Miłość jest tym co pozostaje i nie zna żadnych granic, ani czasowych, ani przestrzennych ani żadnych innych.

 

Z Miłością – Indygo Butterfly, który ma przed sobą serce do oczyszczania. Niech bajorko zamieni się w czystą, życiodajną wodę.

 

PS. Przepraszam wszystkich tych których moje ego próbowało zawładnąć słownie lub w myślach.

IndygoButterfly

© 2008 Dobry Portal - prawda bez retuszu | Joomla Template by vonfio.de